Tobias
Docieram do skrzydła szpitalnego. Widzę ją, leży nieruchomo.Podchodzę do jej łóżka, obok stoi lekarz.
Żyje?-Pytam spokojnym tonem, tak spokojnym na jaki tylko mnie stać.
-Żyje. Straciła dużo krwi, rana była dość rozległa.
Otwieram usta by zadać kolejne pytanie, nim jednak pytam, słyszę odpowiedź -,,Za góra dwa tygodnie stanie na nogi''
Mężczyzna zmierza w stronę kolejnego pacjenta. Przysuwam sobie krzesło i siadam obok jej łóżka. -Beatrice... -szepcze.
Nagle z głośników rozlega się czyjś głos.
,,Walka dobiegła końca. Zginęło wielu ludzi. Ranni znaleźli się w szpitalach. Chociaż frakcji już nie ma, upamiętniając ich byt, upamiętniając historie zapisaną krwią wielu ludzi, pielęgnujcie w sobie dawne nawyki:
Erudycką mądrość,
Altruistyczną dobroć,
Prawą szczerość
Serdeczną przyjaźń,
Nieustraszoną odwage,
Nie wstydźmy się tego kim byliśmy, pamiętajmy to co było, żyjmy tym co jest, i z uśmiechem patrzmy w przyszłość.''
Poznaje ten głos...
Evelyn. Kobieta prawie mi obca...bezfrakcyjność zmieniła ją. Może zmieniła się również dzięki uwolnieniu od Marcusa.Właśnie zmierza w moją stronę ze łzami w oczach.
-Tobias. Kocham cie..- Przytula mnie.
Sztywnieje. Odwzajemniam uścisk.
Nie wychodzi przekonująco.
Mimo wszystko dobrze jest tak jak jest.
Matka wybrała syna, nie władze którą jej proponowano po obaleniu frakcji.